Bardzo ulżyło mi, że nie muszę się już martwić o dojazd na badania. Alexander, bo tak miał na imię, o czym przypomniałam sobie dopiero później, bardzo mi pomógł. Przyjechał pod mój dom bardzo punktualnie i zawiózł pod samą klinikę. Kiedy byliśmy na miejscu, oznajmiłam że nie musi na mnie czekać, że po prostu wrócę autobusami, na co on stanowczo zaprzeczył i odparł, że poczeka tu na mnie. Delikatnie uśmiechnęłam się i opuściłam samochód. Powolnym krokiem weszłam do kliniki i udałam się do recepcji. Była ona strasznie duża, co nie było aż tak dziwne, bo klinika ta należy do jednej z najlepszych w Australii. Mama od małego dbała o jak najlepsze zdrowie moje i Connora, i dlatego zarejestrowała nas tutaj. Za dużym biurkiem zauważyłam znajomą mi pielęgniarkę, więc wyjęłam z torebki kartę zdrowotną i okazałam jej, a ona poleciła kierować się za nią. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do punktu pobrań, gdzie pobrała mi krew. Zrobiło mi się odrobinę słabo, ale kobieta otworzyła duże, drewniane okno i od razu poczułam się lepiej. Po kilkunastu minutach zostałam zmierzona, zważona oraz sprawdzono moje ciśnienie. Dowiedziałam się, że urosłam jakieś dwa centymetry oraz przytyłam około pięć kilogramów. Kurcze, muszę coś z tym zrobić, bo za kilka miesięcy będę wyglądać jak wieloryb. Po paśmie pomiarów zostało mi jeszcze usg. Wraz z pielęgniarką udałyśmy się do gabinetu. Tam musiałam zdjąć koszulkę oraz położyć się na kozetce, jak to zwykle na tym badaniu. Kobieta nałożyła na mój brzuch jakąś obślizgłą maź i rozsmarowała ją. Po chwili na ekranie ukazał się obraz. Szczerze mówiąc mało mnie obchodziły wyniki. Lecz chyba powinny…
- Panno Ellie, mam świetną wiadomość.
- Wszystko w porządku, tak ? I mogę już iść do domu? – spojrzałam na pielęgniarkę i delikatnie uśmiechnęłam się
- W sumie to tak. Dziecko się świetnie rozwija, wszystko rozwija się w jak najlepszym porządku. Nie widzę przeciwwskazań żeby mogła pani wrócić do domu.
- Słucham? Pani chyba pomyliła wyniki – zamurowało mnie.
- To nie możliwe. Wyniki daję od razu po badaniu. Proszę zobaczyć – pokazała mi wydruk – tu jest główka, rączki i nóżki – wskazała palcem.
- Który to tydzień ? – zapytałam z przerażeniem.
- Siedemnasty – pielęgniarka uśmiechnęła się i poklepała mnie po ramieniu – Na prawdę nie ma się czym przejmować, to na prawdę dobra informacja, a ciąża to nie choroba. Najlepiej radziłabym pani jak najszybciej zgłosić się do ginekologa.
- Dobrze, czy to wszystko? – rozdygotana zapytałam.
- Oczywiście. Do widzenia – kobieta pożegnała się i opuściła pomieszczenie, a ja wytarłam mój brzuch, ubrałam się i opuściłam gabinet. Trzymając rękę na brzuchu i z przerażeniem wpatrując się na wydruk wróciłam do samochodu.
- I jak, wszystko w porządku? Może dasz się zaprosić na jakąś kawę? – zapytał uradowany Alexander.
- Wiesz, najlepiej będzie jak odwieziesz mnie do domu – roztrzęsiona oznajmiłam.
- Ellie, coś się stało? Jesteś taka podłamana, chciałbym ci pomóc.
- Jestem… – nie dokończyłam
- Jesteś co…?
- Jestem w ciąży – z przerażeniem w oczach spojrzałam na chłopaka, a on szeroko się uśmiechnął.
- No to gratuluję. Bardzo się cieszę – oznajmił Alex.
- Ty nic nie rozumiesz, to dziecko Gabriela – zamarłam.
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko odpalił samochód i odjechał. Trzymając drżącą dłoń na brzuchu wcisnęłam wyniki do kieszeni. Pragnęłam jak najszybciej zaszyć się w swoim pokoju i zasnąć, po czym obudzić się z pewnością, że to tylko sen. Moja rozpacz po śmierci Gabriela właśnie sięgnęła zenitu. Gdyby teraz żył… Na pewno odebrałabym tą informację trochę w inny sposób. Może nie byłabym idealnie i perfekcyjnie szczęśliwa, ale na pewno nie byłabym w takim strachu jak teraz. Jednego jestem pewna, wychowam to dziecko. Zrobię to dla niego. Na pewno chciałby tego. Mam nadzieję, że będzie czuwał nade mną i nad maleństwem przez całą naszą wspólną przeprawę w mym brzuchu.
Droga dłużyła się, lecz nareszcie dobiegła końca. Najlepiej jak tylko umiałam podziękowałam Alexandrowi za wszystko, przeprosiłam za swoje zachowanie, po czym jak najszybciej udałam się do domu, a potem do swojego pokoju, gdzie zamknęłam drzwi na klucz i schowałam się pod kołdrą. Płakałam jak małe dziecko. Nie wiedziałam co mam zrobić, byłam w totalnej rozsypce. Nie dość, że mój chłopak zmarł, to teraz jestem z nim w ciąży. Bez pomocy nikogo. No może mama mi pomoże, ale nie chcę jej o to prosić. Sama się w to wpakowałam, więc teraz jakoś będę musiała dać radę. W sumie najpierw powinnam wszystko od początku do końca przemyśleć. Po pierwsze muszę znaleźć jakąś dorywczą pracę. Muszę zacząć powoli odkładać pieniądze na wyprawkę dla dziecka, no i na ubrania dla mnie bo z dnia na dzień jestem coraz grubsza. Chciałam schudnąć, lecz po prostu teraz mam świadomość czemu tak na prawdę przytyłam. Jednak jest to dla mnie zagadką, że nie miałam żadnych objawów oprócz tych kilku kilogramów. Nie miałam nudności, ani nie czułam się jakoś specjalnie przemęczona. Było tak jak wcześniej. Może to przez stres związany z wypadkiem i pogrzebem. Szczerze mówiąc, nie wiem co mam więcej zrobić. Przecież nigdy nie byłam w takiej ani w podobnej sytuacji. Wszystko związane z tym tematem jest dla mnie obce. W trudnych sytuacjach zawsze robię to samo…
Kiedy doszłam na cmentarz było już po osiemnastej. Nie było tam zbyt wiele ludzi. Usiadłam na skrawku betonowego nagrobku i wpatrywałam się w fotografię na pomniku. Po mym policzku spłynęła pojedyncza, samotna łza. Pragnęłam jego pomocy, lecz wiedziałam, że to po prostu nierealne. Po raz kolejny mym organizmem zawładnął impuls. Wyjęłam z kieszeni wyniki usg i po raz kolejny spojrzałam na nie z przerażeniem, po czym ponownie przeniosłam wzrok na jego zdjęcie. Chciałam, by wiedział o dziecku, więc wsadziłam wydruk pod wazon z kwiatami, licząc na to, że w jakiś nie wyjaśniony ludzkości sposób weźmie to w dłoń, ucieszy się i pomoże mi w dalszej drodze. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wstałam i poszłam do domu. Z pustką w głowie przemierzałam ulice, aleje, przecznice. Byłam w siódmym niebie kiedy dotarłam do mieszkania, a potem prosto do swojego pokoju. Z podkulonymi pod brodę kolanami siedziałam na drewnianym parkiecie oparta o ścianę. Trochę mi przeszło, jednak nadal nie umiem się przyzwyczaić do tego wszystkiego. Mam nadzieję, że to wszystko się jakoś dobrze potoczy, i że Gabryś dowie się o wszystkim i wspomoże mnie chociażby duchowo. W głębi duszy liczę na to…
Jak 17 miesiąc to mogłaby się domyśleć bo w końcu gdzie okres ?!
OdpowiedzUsuń