Długo nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Jestem w ciąży. Zostanę mamą. Zostanę samotną mamą. Moje dziecko nie będzie miało ojca… Będzie cierpieć przeze mnie, bo nie będzie miało szansy na życie w pełnej rodzinie. Nie dam rady być i ojcem i matką, nie zastąpie Gabrysia, bo to jest niewykonalne i dobrze o tym wiem…
Przez kilka dni po badaniach zachowywałam się tak jak po śmierci ukochanego. Mama bardzo się o mnie martwiła i widziałam to, ale nie byłam w stanie powiedzieć jej co tak naprawdę jest na rzeczy. Jak miałam to zrobić ? Podejść do niej z uśmiechem na twarzy i powiedzieć : „Mamo! Zostaniesz babcią! Cieszysz się prawda!?”. Nie sądze… Skąd mam wiedzieć jak ona to przyjmie ? Nawet się nie potrafię sobie wyobrazić jej reakcji, bo ludzie w emocjach nie są tacy jak zawsze… Właśnie z tego powodu starałam się jak najbardziej odwlec tą chwilę. Jednak to nie mogło trwać wiecznie. Brzuch stawał się większy i prędzej czy później mama sama by się zorientowała, że jestem w stanie błogosławionym, a tego chciałam uniknąć, więc w połowie czwartego miesiąca ciąży postanowiłam podzielić się z nią tą informacją.
- Mamo… Muszę ci o czymś powiedzieć… Tylko najpierw obiecaj mi, że nieważne jaka to będzie wiadomość, ty postarasz się to zrozumieć, dobrze ? Bardzo mi zależy na twoim wsparciu, bo oprócz ciebie nie mam już nikogo… Chociaż właściwie to mam…
- Chcesz mi oznajmić, że znalazłaś sobie nowego chłopaka ? To świetnie, kochanie ! Myślę, że Gabryś też cieszyłby się twoim szczęściem.
- Nie o to chodzi… – z trudem przyszło mi wydać z siebie głos.
- To o co ? – zapytała ze zdziwieniem.
- Jestem… Jestem w ciąży. Noszę w sobie dziecko Gabriela. Mamo, nie radzę sobie ! – wybuchłam płaczem…
Mama nic nie mówiąc podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Stałyśmy tak dłuższą chwilę, bo żadna z nas nie miała odwagi by się odezwać. Gdy w końcu się uspokoiłam, ponownie zaczęłam rozmowę.
- Bardzo jesteś na mnie zła ?
- Kochanie, nie wolno ci tak myśleć. Co się stało to się nie odstanie, a ty będziesz mamą. Wierzę, że będziesz mogła być ze swojego dziecka tak samo dumna jak ja jestem z ciebie. Wiele nastolatek na twoim miejscu usunęłoby tego niewinnego malucha, a ty jesteś dzielna i postanowiłaś go urodzić. To jest najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji.
- Mamo, ja sobie sama nie poradzę… To wszystko jest dla mnie takie obce… Czuję się inaczej… Jakbym nie była sobą…
- Spokojnie, możesz na mnie liczyć. We wszystkim ci pomogę. Nie masz się o co martwić. Jedyne na co musisz teraz uważać, to ty sama i twoje dziecko. Nic więcej w tej chwili nie gra większej roli.
- Kocham cię. Dziękuję, że jesteś! – niewielkie krople zaczęły powoli spływać mi po policzkach. Tym razem to były łzy szczęścia, bo niekażdy ma tak wspaniałą rodzicielkę, jaką miałam ja.
Przez kolejne kilka dni nie miałam siły aby się ruszyć z łóżka. Dodatkowe kilogramy były dla mnie wielkim obciążeniem, a do tego doszły jeszcze zawroty głowy. Sophie była bardzo zajęta szkołą, więc niezbyt uśmiechało jej się mnie codziennie odwiedzać. Jednak w weekend umówiłyśmy się w pobliskiej kawiarni, bo tam miała przedstawić mi swojego nowego chłopaka. Nie mogłam się doczekać aby go poznać, bo był to jeden z pierwszych prawdziwych związków mojej przyjaciółki. Ona sama długo nie potrafiła być wierna jednemu chłopakowi, więc jej żadna „miłość” nie trwała dłużej niż tydzień, a z tym facetem jest już od niecałych trzech tygodni, a to musi o czymś świadczyć.
W tempie żółwia doszłam na umówione miejsce. Sophie jeszcze nie było, więc usiadłam do pierwszego lepszego stolika. Moja przyjaciółka jeszcze nie wiedziała o dziecku, więc kiedy wybierałam ubrania na spotkanie, założyłam to, które najlepiej maskuje brzuszek. Miałam nadzieję, że się niezorientuje, bo wydawało mi się, że to nie jest jeszcze najlepszy moment aby się o tym dowiedziała. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Sophie.
- Cześć Ellie! – krzyknęła radośnie.
- Hej! A gdzie twój wybranek?
- Płaci za parking, zaraz do nas przyjdzie. Już nie mogę się doczekać aż się poznacie!
- Jest aż taki boski? – spytałam z nutą zdziwienia w głosie.
- Żebyś wiedziała! – krzyknęła z zaskoczeniem – O już idzie! To on – ten w fioletowoczerwonej koszuli!
- Alex?!
- Skąd wiesz…? Już zdradziłam ci jego imię? Ale ze mnie papla, chciałam, żeby sam ci się przedstawił, no ale już trudno.
- Ellie! Nie miałem pojęcia, że to ty jesteś przyjaciółką Sef!
- Sef?
- Takie zdrobienie od Sophie, oj nieważne. Muszę przyznać, że wcale nie wyglądasz jakbyś… – przerwałam mu, Sophie nie mogła się dowiedzieć, że jemu powiedziałam o ciąży, a jej nie… To byłby dla niej cios w samo serce…
- Tak wiem, że nie wyglądam jakbym niedawno straciła chłopaka. Myślę, że to był komplement, mam rację?
- Jasne, ale właściwie to nie o tym chciałem mówić… – po tych słowach spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, widocznie zrozumiał o co mi chodziło, więc skończył ten temat.
- Sophie, ja z Alexem poznaliśmy się jeszcze przed pogrzebem Gabriela. Zobaczył mnie zapłakaną na przystanku autobusowym i zaczął rozmowę, a wtedy wszystko mu opowiedziałam.
- Aha! To wszystko wyjaśnia… Przez chwilę nie mogłam połapać o co chodzi…
- To się cieszę, że już rozumiesz – z uśmiechem na twarzy powiedział Alex.
Rozmawialiśmy dosyć długo, a później Alex zaproponował, że odwiezie mnie do domu, a że dom Sophie był po drodze, to ona wysiadła pierwsza. Takim sposobem zostaliśmy sami.
- Ellie… Sef nie wie o ciąży? – zapytał.
- Nie. Nie byłam w stanie jej o tym powiedzieć. Zawsze ja ją ostrzegałam przed niechcianą ciążą, bo to ona z naszej dwójki miała większe szanse żeby zostać nastoletnią matką, a tu taka zamiana ról…
- Aha… Rozumiem… To może lepiej powiedz jak się czujesz.
- Nienajlepiej. Przez ostatnie dni nie ruszałam się z łóżka, bo to jednak nie jest taka prosta sprawa, żeby bezproblemowo poruszać się z kilkunastokilkogramowym brzuchem po schodach, czy innych „przeszkodach”. Nie wiedziałam, że ciąża oznacza tyle wyrzeczeń. Już nawet śpiewanie sprawia mi trudność. Bardzo szybko się męczę i po zaśpiewaniu jednej piosenki całkiem opadam z sił, a to nie jest do mnie podobne. Kiedyś mogłam bez żadnego problemu śpiewać kilka godzin…
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo… Kiedy masz wizytę kontrolną u swojego lekarza?
- Jutro i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak tam dojadę. Znowu.
- To trzeba było zadzwonić. Przecież masz mój numer.
- Znowu mam ci marnować czas? Ty pewnie masz ciekawsze zajęcia niż jeżdżenie ze mną po klinikach…
- Przestań ! Nie ma żadnego problemu. O której mam po ciebie być?
- To na pewno nie będzie dla ciebie żadnen problem?
- No co ty! Z przyjemnością ci pomogę.
- Dziękuję! Jesteś cudowny! Nie wiem jak ci się odwdzięczę! To wtedy bądź po mnie o trzeciej po południu – cmoknęłam go w policzek i wyszłam z samochodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz