Przebudziłam się po ósmej. Odsłoniłam zasłony z okna, by wpuścić trochę światła i stanęłam na wprost niego. Delikatnie odchylając głowę w tył przymknęłam oczy i próbowałam się odprężyć. Zrelaksować przed dzisiejszym dniem. To zaledwie kilka sekund, jednak w moim przypadku daje bardzo wiele. Gabryś zawsze powtarzał, że być przygotowanym na każde wyzwania, jakie daje nam nowy dzień. Pewnie gdyby widział mój powoli zwiększający się brzuch, w głębi duszy uśmiechnąłby się. Czuję, że on czuwa nad nami. Że jest gdzieś tam na górze i obserwuje nas z dość dobrej perspektywy. A może nawet stoi teraz obok mnie jako zjawa, mara… Może właśnie mnie przytula, całuje, a ja po prostu stoję jak kamienny głaz wpatrując się w blaski porannego słońca. Co jeszcze mnie czeka? Jaką drogę będę musiała znów przejść?
W czasie tych refleksyjnych chwil ubrałam się oraz odbyłam poranną toaletę. Kiedy każdą zrobioną już czynność odhaczyłam w mej wyimaginowanej liście, udałam się na śniadanie. Zjadłam coś lekkiego, po czym wróciłam do pokoju i usadowiłam się na kanapie z laptopem. Położyłam go na mych kolanach i po podłączeniu zasilacza mogłam swobodnie surfować po internecie. Postanowiłam w googlach dowiedzieć się więcej o ciąży; o tym co mogę, a czego nie powinnam robić, jeść itp. Znalazłam tylko szczątkowe informacje, więc zamówiłam sobie na e-bayu książkę „Wszystko o ciąży”. Do porodu zostało mi pięć miesięcy, więc zdążę przyswoić sobie wszystko na temat noworodków, jak z nimi postępować, przewijać, karmić itd. Wolę być przygotowana na wszystko. Kiedy na aukcji zobaczyłam screen z jednej ze stron książki, na której widniała kobieta z niemowlakiem na rękach, po prostu odpłynęłam. Wyobraziłam sobie siebie na jej miejscu. Jednak poczułam też pustkę. Pustkę po nim… Cały ten bojkot myśli przerwał telefon.
- Tak, słucham – odebrałam.
- Cześć Ellie, tu Alex. Będę u ciebie za jakieś piętnaście minut. Czekaj na mnie na podjeździe, ok?
- Nie ma sprawy. To do zobaczenia.
- Na razie.
Natychmiast wyłączyłam laptopa i schowałam go do torby. Potem wyjęłam z szuflady małą torebkę i schowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Chwilę przed wyjściem ogarnęłam jeszcze włosy. Tak jak prosił Alex, czekałam na niego na podjeździe. Po chwili się zjawił. Wsiadłam do przodu i po przywitaniu się, odjechaliśmy.
Na miejscu ogarnął mnie strach. Miałam ochotę uciec z poczekalni i biec najdalej i najszybciej jak tylko się da. Jednak musiałam się opanować, bo lekarz właśnie wywołał moje nazwisko. Niepewnym krokiem zmierzałam do gabinetu. Usiadłam na krześle na wprost lekarza i wpatrywałam się w kartoteki, które nerwowo przeglądał. Po chwili uspokoił się i wyjął jakąś kartę. Przypuszczam, że należała ona do mnie.
- Pani Martinez, proszę się położyć na kozetce. Zobaczymy co tam u maluszka – lekarz pogodnie się uśmiechnął.
Już po chwili na ekranie można było zobaczyć maleńkie ciało dziecka. Od ostatniej wizyty maluch sporo podrósł. Cóż…coraz bardziej czuję się matką, czuję że coraz bardziej zależy mi na dziecku. Wiem, że na początku ciężko było mi się przyzwyczaić, lecz teraz nie umiałabym się z nim rozstać. Nie zamieniłabym tego uczucia, które właśnie mnie ogarnęło na żadne inne.
- Czy chciałaby pani poznać płeć dziecka? – zapytał lekarz
- Oczywiście – pogodnie się uśmiechnęłam, co od śmierci Gabriela należy do rzadkości.
- Hmm…jak na moje oko to chłopiec. Jego narzędzia rzucają się w oczy – zaśmiał się doktor.
- To chłopiec – oznajmiłam Alexowi, gdy byłam już w samochodzie.
- Ooo to super. Z taką mamą na pewno wyrośnie na jakiegoś profesora – zażartował Alex.
- Kto wie… Czas pokaże.
W czasie drogi Alex dużo mnie wypytywał o Sophie. Pytał o jej byłych, czy bawiła się nimi, czy raniła ich. Niestety musiałam sprzedać mu przykrą prawdę. Nie był zadowolony, ale w jakiś sposób pocieszyłam go faktem, że z nim może być inaczej, ponieważ z żadnym chłopakiem nie wytrzymała tak długo jak z nim.
W domu opowiedziałam o wszystkim mamie. Ona bardzo się ucieszyła i na chwilę wyszła. Po chwili wróciła trzymając coś za sobą. Były to malutkie chłopięce buciki.
- Mamo skąd wiedziałaś, że to będzie chłopiec? – zapytałam z iskrami w oczach.
- Czyste przeczucie.
- Kocham cię mamo – mocno ją przytuliłam ściskając w dłoniach maleńkie adidaski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz