- Mamusiu, mamusiu, nasza księżniczka Ellie się budzi. Mamusiu, patrz! – słyszałam jak przez mgłę głos małego chłopca.
- Dzięki Bogu! Ellie, Ellie słyszysz mnie. Proszę cię, daj nam jakiś znak – mówiła jakaś kobieta, kierując swe słowa w mym kierunku. Z impetem uniosłam głowę i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Biel… Nie do końca orientowałam się gdzie jestem, więc wróciłam do poprzedniej pozycji i wpatrywałam się w me poharatane dłonie. Ciągle zastanawiałam się, co mogło się stać. Nie mogłam sobie przypomnieć czemu tu jestem. Ostatnie co pamiętam to..krzyki i wyzwiska Xaviera. Cóż, z chęcią zapomniałabym również o tym. Zostawiło to na mnie pewien ślad, pieczęć… Odcisnęło się to na mym sercu. Lecz to właśnie teraz uświadomiłam sobie, że muszę się wziąć w garść i pokazać wszystkim, a przede wszystkim sobie, że dam radę. Zawsze dawałam, więc teraz będzie tak samo. Nie będę się zalewać łzami z powodu jakiegoś frajera. Nie po tym wszystkim jak mnie potraktował. Swoje nowe postanowienie chciałam zapoczątkować natychmiast. Usadowiłam się na brzegu łóżka i spojrzałam na moją mamę. Swoim spojrzeniem dałam jej poznać, że potrzebuję zobaczyć się z Gabrysiem. Ona z bólem kiwnęła głową i złapała mnie za dłoń. To był dopiero początek…
Kiedy mnie tam zabrała, oniemiałam. Gabryś leżał tam taki blady, bezbronny…
Ale co się mogło stać? Czemu on tu leży? Czemu ja tu jestem? Czy ktoś może mi to wyjaśnić? Cóż chyba nie czas na te pytania. Teraz muszę być przy nim. Jestem mu to winna za chwile, kiedy on opiekował się mną w tych trudnych chwilach. Boże, to moja wina. Gdybym się tak nie użalała nad sobą, może poświęciłabym mu tyle samo uwagi, którą on zaoferował mnie. Może skończyłoby się to inaczej.
Kiedy zakończyłam swe refleksje, przysiadłam na krześle obok jego łóżka. Splotłam nasze palce, i gdy spostrzegłam się, że jego dłonie są strasznie zimne, ujęłam je w swoje, starając się je ogrzać. Próbowałam opanować płacz, ale to było silniejsze ode mnie. Cierpienie rozdzierało mnie na małe kawałeczki. Wiem, że tak na prawdę nie znam jego stanu zdrowia, ale bardzo się o niego martwię. Teraz on jest dla mnie najważniejszy. Zrobię wszystko, by było mu jak najlepiej. Będę siedzieć przy nim – dzień i noc.
- Ellie, powinnaś wrócić na salę. Jesteś zbyt słaba, by móc tak swobodnie się poruszać po szpitalu.
- Mamo, ja nie mogę go teraz zostawić. A co jeśli on.. Co jeśli on umrze? – wyłkałam.
- Kochanie, Gabryś na pewno nie umrze. Jest silnym chłopakiem, da sobie radę. Uwierz, będzie dobrze – przytuliła mnie, jak gdyby była jasnowidzem i przepowiedziała, że wszystko się ustatkuje i wróci do normy. Lecz ja nie byłam do tego tak przekonana. Nie docierało do mnie, że mam go tutaj zostawić tak samego. Wiem, że byli tu jego rodzice, bo widziałam ich na korytarzu, ale to jednak co innego. Jest sam beze mnie. Tam gdzie on, tam i ja. To taka moja zasada. Pal sześć moje zdrowie, on jest ważniejszy. Nic nie liczy się dla mnie bardziej, niż on. Nic…
Po licznych prośbach mamy, wróciłam na salę. Na szczęście udało mi się tam wejść niezauważalnie, ponieważ tak na prawdę nie powinnam nawet o milimetr oddalać się z łóżka. Powiedziała mi to pielęgniarka, która po chwili weszła na salę. Podała mi kroplówkę i opatrzyła rany. Na szczęście wszystko wracało do normy, krew na ranach skrzepła i pozostało mi tylko czekać, kiedy się zagoją. Wydaje mi się, że za kilka dni mnie wypuszczą. Czuję się już całkiem dobrze, ale tak na prawdę nie dlatego chcę wrócić do domu. Po prostu będę miała więcej swobody i czasu, by móc go spędzić z Gabrysiem. Liczę na to, że już za jakiś czas będziemy mogli ze sobą normalnie porozmawiać. Może on powie mi co się stało. Może on będzie pamiętał…
Wszystko spieprzone jak on umrze -,-
OdpowiedzUsuń