29 listopada 2012

Rozdział 4

Noc była okropna. Spałam najwyżej dwie godziny. Co chwilę budziłam się z koszmarów… Ciągle śniło mi się to samo… Ojczym oczernia mnie i mamę, a później mają sprawę rozwodową… Bałam się nawet pomyśleć, że to drugie już niedługo może stać się rzeczywistością, bo co do pierwszego – już się wydarzyło…
Dla Gabriela te kilka godzin także nie należały do najprzyjemniejszych.. Budził się tak często jak ja, żeby tego było mało za każdym razem próbował uspokoić mnie, co okazało się nie takie proste… Rodzina rozpadała się na moich oczach, a do tego ja byłam główną tego przyczyną. Nie mogłam nic zrobić… Oczywiście bardzo chciałam, aby mama zawsze się uśmiechała, nie miała problemów, żeby żyła z mężczyzną, którego kocha i który to odwzajemnia, ale co powinnam zrobić, skoro tak strasznie bolały wszystkie uwagi i wyzwiska kierowane w moją stronę…?
Moje przemyślenia przerwał Gabryś… W samą porę, bo ponownie łzy cisnęły mi się do oczu…
-Kochanie.. Jak się czujesz?
-Coraz lepiej… – skłamałam. Gabriel doskonale wiedział, kiedy go oszukuję. Znał mnie na wylot, ale w tej sytuacji nie chciał usłyszeć innej odpowiedzi. Jak ja cierpiałam, cierpiał też on. Nic dziwnego, że marzył, aby jak najszybciej się to skończyło…
-Chciałbym… Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo…
Po tej krótkiej rozmowie, udałam się pod prysznic. Każde miejsce szorowałam tak długo, jakbym chciała „zmyć” z siebie wspomnienia z wczorajszego wieczoru…
Narzuciłam na siebie rozciągniętą bluzkę i wciągnęłam pumpy. Włosy związałam w niechlujnego koka. Nie wyglądałam i nieczułam się najlepiej. Ciągle miałam wyrzuty sumienia. Doprowadziłam do rozstania w mojej rodzinie. Jakby tego było mało, to właśnie przeze mnie będzie cierpiał także Connor. Nie mam pojęcia, jak na wieść, że mamusia z tatusiem już nie chcą być razem zaaraguje pięcioletnie dziecko.
-Ellie! Ellie chodź tu! – ze swojego pokoju zawołał mnie braciszek.
-Co się stało?! – krzyknęłam biegnąc w jego stronę.
-Nic. Po prostu się za tobą stęskniłem i chciałem cię przytulić…
-To słodkie, ale nie mogłeś przyjść do mnie ?
-Nie. Mama zabroniła mi do ciebie wchodzić, bo masz gościa. No wiesz… Gabriela.
-Aha.. Rozumiem. Dobrze, ale skoro zawołałeś mnie żeby się przytulić, to na co jeszcze czekasz?
Uwielbiałam jak mnie przytulał. To było dla niego takie natualne i takie szczere… Działało jak lekarstwo na wszelkie rany w psychice.. W tym czasie chyba akurat tego potrzebowałam… Pomyślałam o wszystkim, co się wydarzyło. Znowu. Nie dawało mi to spokoju i ponownie cinęły mi się łzy do oczu… Kiedy to się skończy…? Nie mogłam doprowadzić do tego, aby Connor był świadkiem jak płaczę. Czym prędej musiałam się ewakuować.
-Wybacz mi, ale teraz już pójdę do Gabrysia. Zobaczymy się później, okej?
-Okej… Ellie!
-Tak? – zapytałam nie odwracając się do niego twarzą..
-Kocham cię… Nie martw się… Nie wiem co się wydarzyło, ale będzie dobrze…
Po tych słowach łzy leciały mi po policzkach jak z kranu.. Kiedy Gabryś zobaczył, że się rozkleiłam był już bezsilny, jednak wiedział, że w takich momentach jedyne co może mi pomóc to czuły uścisk..
-Kochanie.. Pamiętasz, że dzisiaj jedziemy na bal…?
-Całkiem zapomniałam.. O której przyjedzie po nas Daniel?
-O 5 wieczorem, czyli już za trzy godziny… Myślę, że powinniśmy się powoli zaczynać szykować. To znaczy ty powinnaś…
-Jeny.. Masz rację… To pojedź do siebie do domu, przebierz się i wróć po mnie. Pasuje ci?
-Tak.. Zapomniałbym! Organizatorzy zabawy pytają się, czy byłabyś w stanie zaśpiewać dzisiaj kilka piosenek…
-O Boże.. A wiesz o jakie konkretnie chodzi .?
-Moment.. „I will always love you”, „My heart will go on” i „Skinny love”. Słyszeli już jak je wykonałaś i stwierdzili, że to byłaby ogromna strata, gdyby nie mieli okazji usłyszeć cię na żywo… To jak? Bo miałem dać im odpowiedź…
-Skoro tak wygląda sprawa, to niegrzecznie byłoby powiedzieć „nie”…
-Super. Wiedziałem, że na ciebie zawsze można liczyć. – pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Wieczór zapowiadał się zwyczajnie. Nic takiego. Cotygodniowy wypad do klubu, tylko akurat teraz miał być tam bal. To właśnie dlatego strój, fryzura itp. powinny być wręcz idealne.
Wcisnęłam się w moją nową, białą sukienkę. Włosy uczesała mi mama. Miałam ślicznego koka.
Kilkanaście minut później wrócił Gabriel. Przyszedł do mojego pokoju i oniemiał. Nie był w stanie nic powiedzieć.. Jedyne co zrobił, to czule mnie pocałował.
-Ellie, wyglądasz świetnie.
-Dziękuję…
Po tej krótkiej wymianie zdań, usłyszeliśmy dźwięk telefonu. Dzwonił Daniel. Oznajmił, że możemy schodzić, bo już czeka. Tak zrobiliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Zgodnie z nawigacją mieliśmy jechać około 2 godziny.
Po jakimś czasie zaczęło robić się ciemno na dworze. Wjechaliśmy na drogę w lesie. Nigdy nie lubiłam tędy jeździć, ale zdążyłam się przezwyczaić, dlatego w tym momencie nie zrobiło to na mnie większego wrażenia.
Gabriel siedział z przodu, ja zaś z tyłu. Potrzebowałam dosyć dużo miejsca żeby móc wygodnie usiąść i nie pognieść kreacji. Przez całą drogę rozmawialiśmy. Daniel, Gabriel i ja. Lecz w pewnym momencie straciliśmy kontakt z Danielem. Zrobił się dziwnie blady. Przez moment nie dawał znaków życia. Krzyczeliśmy, błagaliśmy aby się nie wygłupiał. Potem pamiętam już tylko ciemność…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz