Tego samego dnia wieczorem spotkałam się z Gabrielem. Przyszedł do mnie po dziewiętnastej i razem udaliśmy się na miasto. Podążając po zatłoczonym deptaku skierowaliśmy się ku naszej ulubionej knajpce. Pogoda jak zawsze dopisywała, a my w dobrych nastrojach nie szczędziliśmy sobie czułości. Zajęliśmy miejsce w rogu lokalu. Gdy zamówiliśmy nasze ulubione koktajle, wróciliśmy do rozmowy…
- Skarbie muszę cię o coś spytać – zaczął Gabriel.
- Słucham – odpowiedziałam odrobinę przestraszona.
- Nie musisz się niczego bać – mówiąc to trochę mocniej ścisnął moją dłoń, by dać potwierdzenie swym słowom – chciałem cię zapytać, czy pójdziesz ze mną na bal wiosenny?
- Oczywiście, że tak – w odpowiedzi dałam mu soczystego całusa w policzek, na co on komicznie się oburzył i musnął me usta.
- Kocham te twoje krótkie odpowiedzi.
- Mhm – rozkosznie mruknęłam.
Po chwili do naszego stolika podszedł kelner. Podał nam nasze zamówienia cwaniacko się przy tym do mnie uśmiechając. Nie spodobało się to Gabrielowi, bo spoglądał na chłopaka z gniewem i nienawiścią. W chwili, gdy to zauważyłam, wtuliłam się w niego bardziej, by pokazać mu, że jestem tylko jego. Kelner niczym się nie przejął i odszedł.
- Frajer… – krótko skomentował.
- Nie przejmuj się, to tylko kelner.
- A widziałaś jak na ciebie patrzył? Co by było, gdyby mnie tu nie było? – odpowiedział ze zdenerwowaniem.
- Ale jesteś, poza tym do niczego by nie doszło. Uspokój się, kochanie – próbowałam go opanować.
- Gdybym mógł, zabiłbym go na miejscu…
- Ohh proszę cię, nie przejmuj się tym kelnerzyną. Chłopak myślał, że błyśnie, ale dało to całkiem odwrotny skutek.
- Postaram się opanować, ale lepiej dla niego, żeby nie wchodził mi w drogę.
- Ejj no, obiecaj mi, że nic mu nie zrobisz. Nie chcę, żeby ci się coś stało – wyrwałam się spod jego uścisku i spojrzałam mu głęboko w oczy na co on przekręcił tęczówkami.
- Nie wierzysz we mnie ? – spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Oczywiście, że wierzę, ale…
- No to spoko – przerwał mi i poszedł do kasy. Rzucił banknotami i wyszedł. Wtem wzięłam swą torebkę i z impetem ruszyłam za nim. Przez szybę spojrzałam na bar. Kelnera nie było. Spodziewałam się najgorszego…
Wcale się nie pomyliłam. Gabriel oparty był o metalową barierkę, a kelner z obojętnością śledził jego ruchy. Nagle podszedł do niego i ni stąd, ni zowąd zaczął okładać go pięściami. Kelner bronił się jak tylko mógł, lecz widział, że chłopak bierze nad nim górę. Natychmiast rzuciłam swą torebkę na bok i podbiegłam do nich. Próbowałam ich rozdzielić, lecz przez przypadek któryś z nich przywalił mi w twarz. Osunęłam się na bok, a oni bez chwili wahania bili się dalej. Świat zawirował mi przed oczami. Zrobiło mi się kolorowo. Po chwili obiegł nas dźwięk kogutów policyjnych. To pewnie sprawka kogoś z personelu kawiarni. W jednej chwili kelner cofnął się i uciekł. Gabriel chciał za nim biec, ale zobaczył mnie siedzącą na ziemi z rozciętą wargą i podartymi rajstopami. Z impetem podniósł mnie i skierował się do mojego domu.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Na całe szczęście nikogo nie było w domu. Otworzyliśmy drzwi moimi kluczami i natychmiast po wejściu do środka, Gabriel położył mnie na łóżku i kazał się nie ruszać . On sam udał się na piętro, a po kilku minutach wrócił z apteczką pod pachą. Kazał mi ściągnąć rajstopy, by mógł opatrzyć me kolano. Zrobiłam to, o co mnie poprosił i usiadłam na poprzednie miejsce. Gabriel od razu zabrał się za odkażenie rany. Wodą utlenioną zwilżył wacik i delikatnie przejeżdżając po mym kolanie czyścił je z zaschniętej krwi. Cicho jęknęłam z bólu, lecz chłopak natychmiast ukoił ten ból soczystym całusem. Gdy poczułam się lepiej, Gabriel wrócił do pracy. Czystą już ranę zakleił dosyć dużym plastrem przez co moje kolano wyglądało dosyć dziwnie. Jednak jest to mało istotne. Ważne, że już nie krwawię. Teraz ja przejęłam inicjatywę. Usiadłam na wprost chłopaka. Przemyłam jego zakrwawiony łuk brwiowy wodą utlenioną. Przyniosłam też lód, by zmniejszyć obrzęk pod jego okiem. Gdy przyłożyłam go w to miejsce, syknął z bólu, lecz później zachował kamienną twarz i odważnie wytrzymał wszystko. Kiedy już skończyłam, usiedliśmy obok siebie i włączyliśmy jakiś film na DVD. Wtuliłam się w umięśniony tors chłopaka, na co Gabriel uniósł swe kąciki ust. Po chwili położył swą dłoń na mym opatrunku. Delikatnie masował me kolano, a ja z rozkoszą wpatrywałam się w jego niebieskie oczy. Oboje wiedzieliśmy co za chwilę się stanie. Kiedy zaczęliśmy się całować, nic poza nami nie istniało. Jakby cały czas zatrzymał się tylko dla nas. Darząc się pocałunkami powędrowaliśmy do mego pokoju. Tam od razu przeszliśmy na łóżko. Co chwilę zmienialiśmy pozycje: raz on na mnie, raz ja na nim. Przeważnie on brał nade mną górę, a przy tym był bardzo ostrożny. W jego zachowaniu zauważyłam, że nie chce mi zrobić krzywdy i boi się, że coś będzie nie tak. Szepnęłam mu na ucho kilka słów otuchy i już po chwili stało się to, o czym myślałam już od pewnego czasu. Zrobiliśmy to. Na początku nie odczułam z tego żadnej przyjemności, a wręcz przeciwnie. Miałam taki moment, że chciałam uciec jak najdalej i nigdy więcej tego nie powtarzać, ale z minuty na minutę było coraz lepiej.
Hej;) świetny rozdział, naprawdę mi się podoba,dopiero jestem przy drugim ale jeszcze trochę zostało do przeczytania.Uwielbiam czytać twoje opowiadania strasznie mi się podobają. Twój blog jest niesamowitym i jedyny w swoim rodzaju :)Piszesz świetnie :p
OdpowiedzUsuńN.N