29 listopada 2012

Rozdział 1

..3 miesiące wcześniej..
- Ellie pospiesz się, bo znowu nie zdążymy na imprezę! – krzyknął do mnie z drugiego pokoju Gabryś. Ale tak z drugiej strony to każda dziewczyna potrzebuję trochę czasu, żeby się przygotować na całonocną zabawę. Zwłaszcza, że dzisiaj miały być tam wyprawiane urodziny mojej odwiecznej przyjaciółki – Sophie, i poprosiła mnie, żebym zaśpiewała na nich swoją najnowszą piosenkę. A dokładniej tą, którą napisałam dla niej w prezencie..
-Ellie! Co ty tam tak długo robisz?! Siedzisz w tej łazience już od 30 minut! – niecierpliwił się mój chłopak.
-Oj no poczekaj jeszcze moment. Tylko podkręce rzęsy i jestem gotowa! – odkrzyknęłam mu.
Załóżmy, że to nie było kłamstwo, ale niecała prawda… No bo tusz nałożyć trzeba, ale nie wspomniałam przy tym o podkładzie, błyszczyku, różu do policzków, lakieru do włosów…
To był chyba najszybciej zrobiony makijaż w dziejach świata… Więc czas do wyjścia. -Portfel? -Jest. -Komórka? – Jest. -Kosmetyki (tak na w razie czego…)? – Są. – Płytka z muzyką do występu? – Jest. Co jeszcze…? Chyba wszystko na swoim miejscu…
-Ellie! Błagam Cię! Chodź już!
-Już idę!

Wtedy pojechaliśmy na zabawę. Przyszedł też czas na mój występ. Wszystko poszło zgodnie z planem. Około 5 nad ranem zmyliśmy się do domu. Nie chciałam wracać do siebie i budzić całą rodzinę, więc zdecydowałam się przenocować u Gabrysia. Przecież to jeszcze nie grzech…
Kiedy około południa wróciłam do domu pierwszą osobą, która się ze mną przywitała był mój pięcioletni, przyrodni brat Connor. Kochałam go całym serce. Ten maluch był po prostu najlepszym dzieciakiem pod słońcem.
-Mamo! Ellie już jest! Ellie! Jak fajnie, że wróciłaś! – krzyczał rzucając mi się na szyję.
-Cześć słoneczko! Jak się masz? Coś się wydarzyło?
-Żebyś wiedziała! Wczoraj wreszcie skończyłem układać te moje puzzle, które dostałem na gwiazdkę! No wiesz! 1000 sztuk! I zrobiłem to bez niczyjej pomocy! Zupełnie sam! Chodź to ci pokażę! – mówił ciągnąc mnie w kierunku schodów, czyli w stronę swojego pokoju.
-Już się nie mogę doczekać aż to zobacze!
Jak już doszliśmy na miejsce, zjawiła się tam też mama.
-Słońce, jak udała się dyskoteka?
-Świetnie, dziękuję.
-A twój występ? Podobał się Sophie?
-Nawet bardzo. Po skończeniu piosenki zaczęła płakać jak małe dziecko. Taka była wzruszona…
-To cudownie. Jesteś głodna? Zrobiłam obiad..
-Z chęcią zjem – odpowiedziałam mamie, wzięłam za rękę Connora i poszliśmy na posiłek.

Nie minęło 10 minut, a do domu wszedł mój ojczym. Nie znosiłam go. Prawdę mówiąc nic takiego mi nie zrobił, ale zawsze znalazł jakiś powód żeby mi powiedzieć jaka jestem niewychowana, zła i tak dalej… Oczywiście ciągle dodawał, że nie ma pojęcia jak taka kobieta jak Georginia (mama) może mieć tak okropną córkę. I to właśnie od tych zdań zaczynała się każda kłótnia. Z drugiej strony ja wciąż zastanawiam się jakim cudem tak złośliwy facet potrafił spłodzić tak cudownego chłopca jakim był Connor.

-Witajcie! – rozbiegł się głos Xavier’a.
-Dzień dobry kochanie. – odpowiedziała Georginia.
-Cześć tato! – jak zwykle z wielkim entuzjazmem przywitał ojca Connor.
Tylko ja siedziałam cicho. Każde słowo z moich ust w jego kierunku mogło być wykorzystane przeciwko mnie.

-Ellisabeth, gdzie byłaś przez całą noc?
-Jak to gdzie? W klubie, jak co tydzień.
-Tak, ale zawsze wracałaś około północy do domu, a jak wychodziłem rano do pracy to ciebie nie zastałem.
-To była wyjątkowa sytuacja… Sophie miała urodziny i z imprezy wyszliśmy około 5, więc nie chciałam was budzić i pojechałam się przespać do Gabriela.
-Georginio! Słyszałaś?! Twoja siedemnastoletnia córka spędziła noc u swojego chłopaka! To jest niedopuszczalne! Myślę, że najodpowiedniejszą karą dla niej będzie szlaban na dwa tygodnie!
-Ale mamo! – to był mój krzyk rozpaczy…
-Xavier, nie sądze, żeby było za co karać Ellie. Nic złego nie zrobiła. Daj spokój…
-Jak chcesz… To twoje dziecko…

Tak właśnie miałam na codzień. Wieczne pretensje o wszystko… Tego po prostu nie dało się wytrzymać. Ciągnie się to od 6 lat, czyli od czasu kiedy Xavier się tutaj wprowadził… Jednak nic nie mogłam na to poradzić…
Mojego biologicznego taty nie znam. Zostawił moją mamę jak była ze mną w ciąży, chociaż on o tym nie wiedział i do tej pory nie ma pojęcia, że istnieje ktoś taki jak Ellie Martinez. Pomimo tego zawsze marzyłam o kochającym ojcu. Żeby mnie przytulił, pocieszył, czasami rozpieszczał… W moim wypadku jest to chyba jednak nie możliwe…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz